Kup bilet online
Sprzedaż biletów prowadzona jest w Lombardach Amsterdam przy ul. Lwowskiej 6d i Placu Dworcowym 4 - całodobowo, w siedzibie klubu na Arenie Lublin - od poniedziałku do piątku w godz. 10:00-16:00 oraz w piątek (20.10.) w godz. 10:00-19:00, a także w kasach Areny Lublin - tylko w dniu meczu od godz. 10:00. Bilety online na bilety.motorlublin.eu.
piątek, 25 marca 2016, 22:49

Michał Paluch: „Jestem w dobrych rękach”

Michał Paluch w kabinie komentatorskiej telewizji Lubelska.tv (fot. Tomasz Lewtak / archiwum)

Michał Paluch w kabinie komentatorskiej telewizji Lubelska.tv (fot. Tomasz Lewtak / archiwum)

Michał Paluch na jednym z jesiennych treningów naderwał więzadła krzyżowe i musiał na kilka miesięcy pożegnać się z grą w piłkę. Nadal jest jednak blisko drużyny i z trybun śledzi niemal każde spotkanie Motoru. Z Michałem rozmawialiśmy o kulisach jego powrotu do zdrowia, poważnej kontuzji Pawła Myśliwieckiego i szansach na awans Motoru do II ligi. Zapraszamy!

Jan Wydra: Ostatni raz na boisku pojawiłeś się ponad 200 dni temu. Z gry wyeliminowała Cię poważna kontuzja. Przypomnij proszę w jakich okolicznościach doszło do tego urazu. Jaka była pierwsza diagnoza?

Michał Paluch: To się stało w trakcie treningu, gdy chciałem uderzyć piłkę. Niestety, noga ułożyła mi się nienaturalnie i w momencie upadku poczułem ukłucie, ból w kolanie. Na początku myślałem, że nic specjalnego się nie dzieje, zszedłem jedynie trochę wcześniej do szatni, bo trening i tak się już kończył. Zaraz po zajęciach pojechałem do naszego fizjoterapeuty, Łukasza Ćwika. Początkowo nie mógł nic stwierdzić na sto procent, bo kolano bardzo spuchło. Zaraz jednak dodał, że prawdopodobnie może to być kontuzja więzadeł krzyżowych. Umówił mnie na badanie USG, na którym również niewiele było widać, bo nadal nie zeszła opuchlizna i dopiero rezonans wykonany dwa, trzy tygodnie później wykazał, że mam naderwane więzadła krzyżowe i kwalifikuje się do operacji.

Co czuje piłkarz, gdy słyszy, że czeka go kilkumiesięczna przerwa w grze?

Powiem szczerze, że byłem załamany, gdy tylko dowiedziałem się, że czeka mnie operacja i pół roku rehabilitacji. W pierwszej chwili wydaje się, że to prawie wieczność. Tym bardziej, że od początku myślałem, że to niegroźny uraz i lada moment wrócę do zajęć z drużyną. Byłem rozbity i ciężko było mi się czymkolwiek zająć. Na szczęście Łukasz szybko zapisał mnie na wizytę do doktora Walawskiego, z którym ustaliłem termin operacji. Początkowo podbudowywałem się właśnie tym, że nie muszę długo czekać na operację i będę mógł niemal od razu rozpocząć rehabilitację.

Jak zachowali się w tej trudnej dla Ciebie sytuacji koledzy z drużyny? Mogłeś liczyć na ich wsparcie?

Koledzy bardzo mnie wspierali. Dzwonili, pytali ciągle co słychać, jak z tą nogą. Rozmawiałem wiele razy z Damianem Falisiewiczem, z Kamilem Stachyrą, którzy przechodzili przede mną podobną operację. Pocieszali mnie i motywowali. Prosili, żebym się nie załamywał, tylko dał z siebie wszystko i skupił się na rehabilitacji. Tak też zrobiłem. Wracam do zdrowia pod okiem Łukasza Ćwika. Wiem, że jestem w dobrych rękach i cieszę się, że w miarę sprawnie to przebiega.

Spory etap powrotu do zdrowia już za Tobą, opowiedz jak przebiega rehabilitacja i kiedy mniej więcej powinieneś dojść do pełnej sprawności?

Wszystko idzie zgodnie z planem, mogę już normalnie chodzić. Liczę na to, że za tydzień będę mógł już powoli biegać, tylko wcześniej muszę przejść badania. Sprawdzą one, w jakim stopniu mięśnie z kontuzjowanej, lewej nogi są sprawne w porównaniu z mięśniami z prawej, zdrowej nogi. Po tych testach będzie można stwierdzić, w jakim kierunku pójdzie dalej moja rehabilitacja. Od operacji upłynęły już trzy miesiące, więc jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to za kolejne trzy miesiące wrócę do treningów. Chyba, że wyniki badań będą bardzo dobre, to może ten okres się skróci, ale przy tego typu kontuzjach pośpiech nie jest najlepszym doradcą.

W dojściu do zdrowia pomaga Ci klubowy fizjoterapeuta Łukasz Ćwik.Co możesz powiedzieć o jego metodach pracy?

Chodzę do Łukasza dwa, trzy razy w tygodniu, czasem nawet częściej. Kładę się na leżankę, a Łukasz pracuje z tkankami, rozwija mięśnie. Nie jestem sam, bo oprócz mnie przychodzą tam jeszcze inni zawodnicy. Chociażby Konrad Gąsiorowski, który zabieg przeszedł sześć miesięcy temu. Zaraz po Świętach mamy jechać razem na badania. On zapewne niedługo wróci do treningów, ja jestem jeszcze trochę za nim.

Kilka dni temu bardzo poważnej kontuzji doznał Paweł Myśliwiecki. Chyba najlepiej ze wszystkich rozumiałeś sytuację, w jakiej się znalazł Paweł.

Ja do końca wierzyłem, że może jednak nie doszło do złamania, że może doszło do lżejszego urazu. Wiem, co siedziało i siedzi mu teraz w głowie, bo przechodziłem to samo. Łudziłem się, że to nic poważnego, ale gdy dowiedziałem się, że złamał nogę, było mi bardzo przykro. Mogę mu tylko przekazać od siebie, żeby się nie podłamywał. Wiadomo, że kontuzja to nic przyjemnego, ale nie warto się poddawać. Trzeba odczekać swoje, aż wszystko po operacji się zagoi i rozpocznie się rehabilitacja – wtedy jest już raczej z górki.

Co najbardziej motywuje do pracy w takich sytuacjach? Oglądanie kolegów w akcji pomaga czy przeszkadza?

Jak oglądam kolegów to bardziej się stresuję, bo wolałbym być na murawie i mieć wpływ na boiskowe wydarzenia. Mi pomagało to, by jak najczęściej być z drużyną, przebywać z zespołem czy to w szatni czy w drodze na mecz. Zawsze mnie to w trudnych chwilach podbudowywało, bardzo dobrze czułem i czuję się w drużynie, bo mamy tam świetną atmosferę. Każdy ma jednak swoje motywatory, nie wiem co pomoże Pawłowi, ale zapewne gdy tylko będzie już w stanie chodzić to pojawi się na Arenie i będzie ze mną dopingował chłopaków z trybun.

Jacek Magiera na jednym ze swoich szkoleń powiedział, że dla niektórych piłkarzy kontuzja to tragedia, a inni potrafią to wykorzystać i traktują przymusową przerwę jako czas na inwestycję w siebie. Jedni siedzą przed telewizorem lub grają na PlayStation, a drudzy pracują z dietetykami, dokształcają się. Jak z tym jest u Ciebie? Jak spędzasz czas który wcześniej poświęcałeś na treningi?

Na początku byłem załamany i tak jak wspomniałem wcześniej ciężko było mi zrobić coś konstruktywnego, ale to się zmieniło, gdy rozpocząłem rehabilitację. Te słowa to sama prawda, bo będąc kontuzjowanym można naprawdę zrobić wiele. Wiadomo, że nie można biegać czy budować wytrzymałości, ale można się chociażby bardzo wzmocnić fizycznie. Powszechnie wiadomo, że z różnych względów będąc w pełnym treningu nie można często ćwiczyć na siłowni. Ja nie mam takich ograniczeń i teraz jestem na siłowni cztery, pięć razy w tygodniu. Dzięki temu mogę w tym okresie zdziałać bardzo dużo. Ja ten przysłowiowy „wolny czas” zapełniam właśnie zajęciami na „siłce”, oczywiście ćwicząc z umiarem i rozsądkiem. Oprócz rehabilitacji z Łukaszem, który pracuje nad moją kontuzjowaną nogą, wzmacniam więc sobie inne partie ciała, nie tylko nogi i wiem, że gdy wrócę do gry po urazie będę w tym aspekcie jeszcze mocniejszy.

Często można zobaczyć Cię na trybunach, w szatni czy w klubowym autobusie, gdy Motor gra na wyjeździe. Patrząc z boku na grę kolegów, myślisz, że uda im się dokończyć to, co z nimi zacząłeś, czyli awansować do II ligi?

Wierzę w to z całego serca i liczę na to, że spokojnie utrzymamy do końca prowadzenie w lidze, a na koniec awansujemy. Nie widzę innej opcji, bo po to była budowana ta drużyna, która w większości jest teraz złożona z chłopaków z regionu. Każdy z nas chce tak samo awansować i nie jest ważne, czy będę grał ja czy ktoś inny. Paweł grał do tej pory i w każdym meczu trzymałem za niego kciuki. Niestety, dopadła go kontuzja, ale on pewnie też liczy na to, że ktoś wejdzie na jego miejsce, będzie strzelał bramki i pomoże w wywalczeniu promocji do wyższej ligi. Wszyscy wiemy, że Motor to taki zespół, który nie powinien być tu gdzie jest, czyli w trzeciej lidze, ale co najmniej, póki co, w drugiej. Mam nadzieję, że Klub dalej będzie podążał w obecnym kierunku czy to w aspektach czysto sportowych czy organizacyjnych i już niedługo wróci na piłkarskie salony.

Ostatnio w meczu przeciwko Tomasovii wystąpiłeś w nowej, nietypowej dla siebie roli komentatora sportowego. Jak Ci poszło?

To rzeczywiście było moje pierwsze doświadczenie w roli komentatora. Wszystko potoczyło się dość przypadkowo. Gdy byłem w szatni prezes zasugerował mi, bym spróbował swoich sił na górze w kabinie telewizyjnej. Nie ukrywam, że chętnie tam poszedłem. Wszystko widać stamtąd bardzo dobrze, a poza tym lubię nowe wyzwania. Znajomi, którzy oglądali w tym czasie nasz mecz w telewizji ocenili mnie pozytywnie. Pan, który pomagał mi w komentowaniu tego spotkania prosił, żebyśmy częściej podejmowali się tej roli, bo jako piłkarze znamy wszystkich zawodników i zawsze możemy powiedzieć coś ciekawego z życia drużyny. Oczywiście taktykę i inne sekrety szatni pozostawiłem tylko dla siebie. Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne i na pewno jeśli jeszcze kiedyś dostanę takie zaproszenie to chętnie z niego skorzystam.

Na koniec powiedz proszę, czego oprócz szybkiego powrotu do zdrowia życzyć Michałowi Paluchowi na nadchodzące miesiące.

Życzyłbym sobie jak najszybszego powrotu do treningów, bo chciałbym już być z drużyną w stu procentach i pomóc im swoją grą. To jest teraz dla mnie najważniejsze. (po chwili namysłu) Może jeszcze… Jeśli chodzi o moje pozaboiskowe życzenia, to chciałbym do czerwca skończyć pierwszy rok studiów!

W takim razie życzę spełnienia tych wszystkich wyzwań, które stoją teraz przed Tobą. Wszystkiego dobrego! Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję!

Komentarze