poniedziałek, 26 lutego 2018, 10:36

Paweł Socha: Sparing na Arenie to dobry trening przed startem sezonu

Paweł Socha (na pierwszym planie) jesień zakończył jako podstawowy bramkarz Motoru. (fot. Tomasz Lewtak / archiwum)

Paweł Socha (na pierwszym planie) jesień zakończył jako podstawowy bramkarz Motoru. (fot. Tomasz Lewtak / archiwum)

W piątek Motor Lublin przegrał 0:1 w meczu kontrolnym z II-ligowym Radomiakiem Radom. Żółto-biało-niebiescy po raz pierwszy od grudnia 2017 roku zagrali na boisku z naturalną nawierzchnią. W drugiej połowie świetny występ w bramce Motoru zaliczył Paweł Socha, który popisał się kilkoma efektownymi interwencjami. – Robiłem to co zawsze – mówił po meczu zawodnik.

Po kilku miesiącach przerwy Motor Lublin wrócił na Arenę. Stęskniliście się za głównym boiskiem?
Grało nam się dużo lepiej. Przede wszystkim mecz odbył się na trawie, a nie na sztucznej murawie, która jak wiemy nie jest u nas najlepszej jakości. Było widać różnicę, inaczej się biega, inaczej operuje piłką. Fajnie, że mogliśmy zagrać na głównym boisku, to dobry trening przed początkiem sezonu.

Czyli brakuje wam jeszcze czucia piłki na normalnej nawierzchni?
Tak, wyszliśmy na trawę pierwszy raz w 2018 roku, a na takim boisku piłka zachowuje się zupełnie inaczej. Potrzeba nam trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić.

W piątek nie rozpieściła was też pogoda…
W końcu nastała prawdziwa zima! (śmiech) Wolałbym jednak, żeby to jak najszybciej się skończyło, bo chcielibyśmy na spokojnie rozpocząć ligę, bez przekładania meczów. A co do samego spotkania, to – jak zawsze – warunki były dla obu drużyn takie same.

Radomiak postawił wam trudne warunki, ale to chyba dobrze? W końcu początek rundy również będzie wymagający.
Dokładnie, to pretendent do awansu do I ligi, jest na wysokim miejscu w II lidze. Naprawdę fajnie dysponowali piłką, mają w składzie kilku ciekawych zawodników. Cieszę się, że mogliśmy się zmierzyć. Radomiak za tydzień zaczyna rozgrywki, był w optymalnej formie, więc dla nas był to również test w którym miejscu przygotowań się znajdujemy.

Ci ciekawi zawodnicy Radomiaka chętnie sprawdzali twoją formę, ale broniłeś znakomicie. W przerwie ktoś podsunął ci szklaneczkę soku z gumijagód?
(śmiech) Robiłem to co zawsze, a że udało się trochę pobronić… We wcześniejszych meczach nie zawsze wszystko wychodziło tak jakbym chciał, ale teraz forma zwyżkuje i myślę, że do ligi będzie już dobrze. Cieszę się, że zagrałem taki mecz, był mi naprawdę potrzebny.

Czujesz na plecach oddech Andrzeja Sobieszczyka?
Tak i to pomaga, bo dzięki rywalizacji każdy podnosi swoje umiejętności, chce trzymać wysoki poziom, żeby po prostu grać. I ja robię to samo. Staram się nie patrzeć na konkurentów, ale rywalizacja jest potrzebna, by nie spocząć na laurach.

Jak z twojej perspektywy wyglądała stracona bramka?
Nie chcę oceniać, każdemu bramkarzowi może przydarzyć się taki błąd. Ja popełniłem błąd w Zamościu, mogłem lepiej zachować się przy drugiej bramce w Łęcznej. Nie wiem, czy ta piłka wyszła czy nie, sędzia ocenił, że nie. Andrzej na pewno wyciągnie z tego wnioski i będzie silniejszym bramkarzem.

Komentarze