poniedziałek, 22 czerwca 2020, 15:17

O psie, którego znalazł nasz bramkarz Adrian Olszewski

Podczas indywidualnych treningów w czasie trwania epidemii golkiper naszego klubu Adrian Olszewski znalazł w lesie psa, który… jest z nim do dziś. Jakie były okoliczności przygarnięcia suczki przez Adriana?

Każdego dnia biegałem inną trasą i pewnego dnia zobaczyłem, że przy drodze jest pies. Wokół jednak było wiele domów, więc uznałem, że gdzieś jest gospodarz zwierzaka. Nie wiem dlaczego, ale nie dawało mi to spokoju i pojechałem w to samo miejsce następnego dnia. Okazało się, że pies też tam jest. Wołałem go, ale nie chciał podejść, a kiedy ja to zrobiłem, to zaczął na mnie szczekać i warczeć. Po kwadransie jednak, gdy wracałem, to pies przybiegł za mną i zaczął mnie wąchać. Przyjechała moja dziewczyna i przywiozła karmę oraz wodę, bo pies był odwodniony. Otworzyłem drzwi do samochodu, ten od razu wskoczył do środka i pojechaliśmy do weterynarza. Tam się okazało, że to suczka. Weterynarz powiedział mi, że jak jej nie chcę, to może wystawić ogłoszenie, ale nie mogłem jej zostawić. Zresztą dostała już ode mnie imię: Luna – opowiada 26-latek.

Luna jest już z Adrianem kilka tygodni i pomimo trudnych początków, obie strony wydają się z tego zadowolone. – Na początku było ciężko, bo Luna w nocy wyła i płakała. Musiałem do niej wstawać i ją przytulać. Przy porzuconym psie trzeba bardzo uważać, ponieważ nie można na niego nawet krzyczeć. Rano na przykład mój pupil przychodzi, wskakuje mi do łóżka i już wiem, że trzeba go wyprowadzić. Ponadto w ciągu dnia spacerujemy po lesie przez 1,5 godziny, nawet biegamy razem. Wiem, że zostanie ze mną już na zawsze – mówi dumnie bramkarz Motoru Lublin.

Adrian, jesteśmy dumni z Twojej postawy!


Komentarze